Ucz się rozumieć świat po swojemu, zamiast zapamiętywać cudze słowa

Wyobraź sobie człowieka, który nigdy nie chodził do szkoły.

Nie wie, czym jest opór elektryczny, inflacja, DNS, fotosynteza czy procent składany. Nie zna większości słów, za pomocą których wykształceni ludzie opisują otaczający świat.

Ale to nie znaczy, że niczego nie rozumie.

Widzi, że mokre drewno pali się gorzej niż suche. Wie, że jedne rośliny rosną lepiej w cieniu, a inne w słońcu. Zauważa, że metalowy przedmiot pozostawiony na słońcu nagrzewa się szybciej niż drewniany. Potrafi odczytać nastrój drugiego człowieka z jego twarzy. Potrafi przepowiedzieć deszcz na podstawie chmur.

Ma już w głowie ogromny obraz świata.

Tylko wiele elementów tego obrazu nazywa zupełnie inaczej niż w książkach.

A niektóre nie mają żadnej nazwy.

I to jest w porządku.

Co więcej, czasem to świetny punkt wyjścia do nauki.

Możesz rozumieć rzeczy, których nazwy nie znasz

Wyobraź sobie dziecko, które zrozumiało prostą rzecz.

Jeśli pchniesz pusty wózek, szybko nabierze prędkości. Jeśli załadujesz go kamieniami, pchanie stanie się trudniejsze.

Może to obserwować wielokrotnie. Może nauczyć się całkiem dobrze przewidywać, co stanie się z różnymi wózkami. Może nawet wymyślić własne wyjaśnienie.

Przy tym wszystkim nie zna słów „masa”, „przyspieszenie”, „bezwładność”.

Czy to oznacza, że przed poznaniem tych słów niczego nie rozumiał?

Oczywiście, że nie.

Zrozumienie już zaczęło się rodzić.

W końcu ktoś mu powie:

— Ta rzecz, którą zauważyłeś, nazywa się tak.

I nowe słowo połączy się z już istniejcym obrazem.

To zupełnie inny porządek niż ten:

— Zapamiętaj słowo. Zapamiętaj definicję. Zapamiętaj wzór. Potem kiedyś zrozumiesz, co to wszystko oznacza.

Właśnie w ten sposób ludzie bardzo często się uczą.

Słowa są potrzebne, ale słowa to jeszcze nie zrozumienie

Ludzkość wymyśliła ogromną liczbę terminów nie bez powodu.

Pozwalają nam one szybko się ze sobą komunikować.

Zamiast za każdym razem długo tłumaczyć jakieś zjawisko, dajemy mu imię. Ludzie, którzy to imię już znają, rozumieją, o co chodzi.

To trochę jak opakowanie.

Za jednym krótkim słowem kryje się czasem skomplikowana konstrukcja.

Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek dostaje opakowanie, w którego wnętrzu nie ma jeszcze dla niego niczego.

Zapamiętuje:

X to Y.

Potem ktoś go pyta:

Czym jest X?

Odpowiada:

Y.

Egzamin zany.

Ale jeśli pokazać mu prawdziwą sytuację, w której zachodzi X, może go w ogóle nie rozpoznać.

To bardzo powszechna iluzja wiedzy.

Nauczyliśmy się poprawnie wymawiać cudze słowa i uznaliśmy, że pojęliśmy cudze myśli.

Każdy człowiek ma swój własny język wewnętrzny

Kiedy coś rozumiemy, rzadko przechowujemy to w głowie w postaci dokładnego tekstu z książki.

Dopasowujemy informacje do siebie.

Jedna osoba zapamiętuje obraz.

Inna – historię.

Trzecia wyobraża sobie ruch.

Czwarta łączy nowość z wydarzeniem ze swojego życia.

Piąta wymyśla zupełnie absurdalną nazwę zrozumiałą tylko dla niej.

I to może działać znakomicie.

Załóżmy, że człowiek analizuje nieznany mu mechanizm i w myślach nazywa jedną jego część „popychaczem”, inną „pułapką”, a trzecią „bramką”.

Ekspert powie:

— W rzeczywistości nazywają się zupełnie inaczej.

Ale jeśli dzięki swoim „popychaczom”, „pułapkom” i „bramkom” człowiek poprawnie rozumie, jak działa mechanizm, potrafi przewidzieć jego zachowanie i zlokalizować usterkę, to jego wewnętrzne nazwy spełniają swoje zadanie.

Później przydadzą mu się prawdziwe terminy.

Nie po to, by zastąpić nimi swoje zrozumienie.

Ale po to, by połączyć swoje zrozumienie z rozumieniem innych ludzi.

Nieustannie pakujemy i rozpakowujemy informacje

Człowiek w ogóle radzi sobie z tym niesamowicie dobrze.

Możemy przeczytać kilka stron i po roku pamiętać jedną krótką myśl.

Na pierwszy rzut oka większość informacji została utracona.

Ale czasem wystarczy przypomnieć sobie tę myśl – a wraz z nią zaczynają powracać przykłady, powiązania, wnioski, obrazy.

Każdy z nas ma takie wewnętrzne oznaczenia.

Dla kogoś innego mogą one nie znaczyć absolutnie nic.

Dla nas może się za nimi kryć ogromny wycinek naszego świata.

Można to sobie wyobrazić jako rodzaj szyfrowania.

Otrzymujemy informację z zewnątrz, rozkładamy ją na części, mieszamy z tym, co już wiemy, odrzucamy część szczegółów, tworzymy własne obrazy i oznaczenia, a wynik zapisujemy w wygodnej dla siebie formie.

A gdy znów będzie nam potrzebny, rozpakowujemy go z powrotem.

Dlatego dwie osoby mogą przeczytać tę samą książkę i wynieść z niej zupełnie różne rzeczy.

Nie zachowały po prostu różnych kawałków tekstu.

Wbudowały przeczytaną treść w dwa różne światy.

Dobra nauka nie zaczyna się od właściwych słów

Wyobraź sobie człowieka, który zauważył na swoim polu dziwną rzecz.

Po jednej stronie pola rośliny rosną dobrze, a po drugiej źle.

Chce zrozumieć dlaczego.

Może spróbować dowiedzieć się najpierw, jak „poprawnie” zadać pytanie.

Poczytać internet. Natrafić na obce słowa. Spróbować wgryźć się w skład gleby, nawozy, kwasowość, wilgotność, choroby roślin i dziesiątki innych rzeczy.

A potem napisać mądre pytanie, w którym połowę słów sam słabo rozumie.

Ale po co?

Można zacząć tak:

Tutaj rośliny rosną dobrze, a dwadzieścia metrów dalej – źle. Tam ziemia ma trochę inny kolor. Po deszczu tutaj jest mokra długo, a tam szybko schnie. Nie wiem, czy to ważne. Pomóż mi zrozumieć, o co chodzi.

To wspaniałe pytanie.

Nie ma w nim poprawnych terminów.

Są w nim za to rzeczy, które człowiek naprawdę wie.

I to, czego nie wie.

Nie staraj się wydawać mądrzejszym przed sztuczną inteligencją

To jeden z dziwaczniejszych nawyków, które przeniesiono w nową erę.

Ludzie próbują nauczyć się „poprawnie rozmawiać ze sztuczną inteligencją”.

Szukają idealnych promptów. Dodają specjalne słowa. Proszą AI, by „wystąpiła w roli eksperta”. Kopiują gigantyczne instrukcje.

Czasami to przydatne.

Ale zwykłemu człowiekowi do zwykłej rozmowy to wszystko często w ogóle nie jest potrzebne.

Jeśli nie wiesz, jak poprawnie sformułować pytanie, możesz napisać wprost:

Nawet nie wiem, jak to się poprawnie nazywa. Opowiem ci, co się dzieje.

I opowiedzieć.

Albo:

Nic z tego nie rozumiem. Chcę uzyskać taki oto wynik. Pomóż mi najpierw zrozumieć, czego właściwie muszę się dowiedzieć.

To uczciwiej i często pożyteczniej niż bardzo mądre pytanie.

Ponieważ mądre pytanie może zawierać w sobie Twój błąd.

Czasami człowiek pyta o zupełnie coś innego, niż chce

Wyobraź sobie dyrektora małej firmy.

Pyta:

Jak szybko mogę nauczyć się robić strony internetowe? Czego do tego potrzebuję? Na razie nic o tym nie wiem.

Można ułożyć dla niego świetny plan.

Najpierw to. Potem tamto. Potem jeszcze inne.

Wyjdzie kilkadziesiąt tematów i rok nauki.

Ale najpierw pożyteczniej jest zapytać:

A po co w ogóle chcesz uczyć się robić strony?

I okazuje się:

Wcale nie muszę zostawać programistą. Firma ma stary serwis. Chcę go wymienić na nowy.

To już zupełnie inne zadanie.

Być może dzisiaj istnieją narzędzia, którym wystarczy opowiedzieć słowami, jakiej strony potrzebujesz, a większość pracy wykonają same.

Wtedy dyrektor nie musi uczyć się webdevelopmentu przez rok.

Musi pojąć zaledwie kilka kwestii, które faktycznie przydadzą się do rozwiązania jego problemu.

Pytał o wiedzę.

Ale tak naprawdę chciał wyniku.

To dzieje się bez przerwy.

Szukamy rozwiązania wśród tych sposobów, które już znamy.

Dlatego dobre pytanie do AI często zaczyna się nie od:

Jak mam zrobić X?

ale od:

Chcę uzyskać taki wynik. Myślę, że w tym celu trzeba zrobić X. Ale być może istnieje prostsza droga. Co o tym sądzisz?

Różnica jest ogromna.

Nie zmuszaj się do rozumienia odpowiedzi w cudzym języku

Jest też druga strona medalu.

Załóżmy, że zadajesz proste pytanie, a AI odpowiada:

Przyczyną może być niska pojemność wodna gleby, powiązana z jej składem granulometrycznym.

I nic nie zrozumiałeś.

Nie trzeba czytać tego zdania pięć razy.

Nie trzeba otwierać kolejnych czterech stron, aby wgryźć się w każde nowe słowo.

Powiedz:

Nie rozumiem tych słów. Wyjaśnij prościej.

Albo:

Wyjaśnij na moim przykładzie.

Albo:

Zrozumiałem cię tak: ta ziemia po prostu gorzej zatrzymuje wodę, przez co szybciej wysycha. Dobrze zrozumiałem?

Ta ostatnia opcja jest szczególnie przydatna.

Nie prosisz po prostu o kolejny tekst.

Próbujesz zebrać usłyszane informacje we własne słowa.

Teraz sztuczna inteligencja może odpowiedzieć:

Tak. Na początek to zrozumienie w zupełności wystarczy. Jest jednak jeden ważny szczegół...

I powoli obie strony zaczynają się wzajemnie rozumieć.

Nie zrozumiałeś – powiedz „nie zrozumiałem”

To wydaje się oczywiste.

Ale wiele osób nawykło do zupełnie innego zachowania.

Jeśli ekspert użył nieznanego słowa, człowiek często wstydzi się przyznać, że go nie zna.

Jeśli książka jest napisana trudno, człowiek uważa, że problem tkwi w nim.

Jeśli wyjaśnienie jest niejasne, próbuje zapamiętać je chociaż w takiej formie.

W przypadku AI to niemal nie ma sensu.

Nie znudzi jej się tłumaczenie tego samego po raz dziesiąty.

Można powiedzieć:

Za trudne.

Zgubiłem się po drugim kroku.

Nie używaj na razie tych słów.

Podaj inny przykład.

Wyjaśnij tak, jakbym nie wiedział o tym absolutnie nic.

Zrozumiałem to w ten sposób. Gdzie popełniłem błąd?

A dlaczego tak się dzieje?

A co jeśli zrobimy na odwrót?

Co wtedy się zmieni?

To właśnie taka rozmowa znacznie częściej prowadzi do zrozumienia niż próba bezgłośnego przełknięcia gotowego wyjaśnienia.

Sprawdzaj nie pamięć, lecz swój własny obraz

Istnieje prosty sposób, by sprawdzić, czy zrozumienie zaczęło się kształtować.

Spróbuj zmienić sytuację.

Jeśli wyjaśniono ci, dlaczego zachodzi jakieś zjawisko, zadaj sobie pytanie:

A co się stanie, jeśli to zwiększymy?

A jeśli to usuniemy?

A jeśli zamienimy miejscami?

Gdzie jeszcze powinno dochodzić do czegoś podobnego?

Czy potrafię podać własny przykład?

Jeśli potrafisz posługiwać się swoim obrazem i wyciągać z niego rozsądne wnioski, oznacza to, że wewnątrz narodziło się coś więcej niż tylko zapamiętana fraza.

Jeśli zaś bez wyjściowego tekstu wszystko się sypie – być może po prostu zapamiętałeś tekst.

To też jest w porządku.

Po prostu nauka jeszcze się nie skończyła.

Wyobraźnia jest ważniejsza, niż się wydaje

Aby pojąć nową rzecz, warto nie tylko o niej czytać.

Spróbuj zobaczyć ją w swojej głowie.

Przewinąć.

Rozebrać na części.

Złożyć z powrotem.

Wyobrazić sobie inny wariant.

Wymyślić niemożliwą sytuację i sprawdzić, w którym miejscu Twój obraz pęknie.

Nie ma znaczenia, jak dziwne będą Twoje wewnętrzne wyobrażenia.

Służą one przede wszystkim Tobie.

Jeśli wygodnie ci wyobrażać sobie prąd jako wodę w rurach – zacznij od wody w rurach.

Gdy ten obraz przestanie działać, pojawi się konkretne pytanie:

Dlaczego moja analogia w tym miejscu przestaje być poprawna?

I właśnie wtedy kolejny kawałek wiedzy odpowie na realny problem wewnątrz Twojego obrazu, a nie po prostu dopisze się do listy rzeczy, które wypada wiedzieć.

Termin najlepiej poznawać wtedy, gdy już wiesz, do czego jest potrzebny

Wyobraź sobie, że po długiej rozmowie w końcu pojąłeś jakieś zjawisko.

Teraz warto zapytać:

A jak to się zwykle nazywa?

W tym momencie nowe słowo otrzymuje swoje miejsce.

Masz już wewnętrzną konstrukcję, do której można je przypiąć.

I termin staje się niezwykle użyteczny.

Możesz z nim szukać książek.

Czytać artykuły.

Rozmawiać ze specjalistami.

Znajdować filmy.

Porównywać swoje zrozumienie ze zgromadzoną wiedzą innych ludzi.

To znaczy, że powszechnie przyjętych terminów nie trzeba odrzucać.

Wręcz przeciwnie.

Są jednym z najważniejszych wynalazków ludzkości.

Tyle że nie zawsze trzeba od nich zaczynać.

Najpierw:

Widzę coś takiego. Wydaje mi się, że działa to mniej więcej tak.

Potem:

A jak inni to nazywają?

Mądre słowa są szczególnie niebezpieczne tam, gdzie niczego nie wiesz

Jeśli świetnie odnajdujesz się w jakiejś dziedzinie, profesjonalny język oszczędza mnóstwo czasu.

Ale w zupełnie nowym obszarze robi czasem dokładnie odwrotnie.

Każde nieznane słowo wymaga kolejnego wyjaśnienia.

W wyjaśnieniu pojawiają się kolejne trzy nieznane słowa.

Po kilku minutach pierwotne, proste pytanie znika pod stosem terminów.

Szczególnie dobrze widać to dzisiaj w Internecie.

Wokół niemal każdego prostego, ludzkiego zadania krążą specjaliści, produkty, usługi, reklamy, artykuły i tysiące nowych nazw.

Człowiek pragnie:

Żeby klienci przestali codziennie pytać o to samo.

A Internet odpowiada mu słowami:

chatbot, CRM, workflow automation, knowledge base, RAG, omnichannel support, AI agent, integration...

Człowiekowi wydaje się, że jego problem jest nieprawdopodobnie skomplikowany.

Choć sam problem pozostał bez zmian:

Ludzie zadają te same pytania. Chcę, żeby można było odpowiadać im automatycznie.

Należy zacząć właśnie od tego.

Internet zna o wiele więcej słów, niż musisz znać Ty

Kiedyś był to poważny problem.

Aby znaleźć informacje, często trzeba było najpierw dowiedzieć się, jak nazywa się to, czego szukasz.

Nie znasz właściwego słowa – nie wiesz, co wpisać w wyszukiwarkę.

Nie znasz nazwy technologii – nie znajdujesz technologii.

Nie znasz języka branżowego – trudno wejść do profesjonalnego środowiska.

Powstawało błędne koło:

Żeby znaleźć wiedzę, muszę już co nieco o tej wiedzy wiedzieć.

Sztuczna inteligencja po raz pierwszy w wielu przypadkach pozwala przerwać to koło.

Teraz nie trzeba zaczynać od nazwy.

Można zacząć od opisu.

Mam coś takiego.

Zachowuje się tak.

Chcę, żeby działo się to.

Próbowałem tego.

Nie wyszło.

Nie wiem, jak to się poprawnie nazywa.

To już może wystarczyć, by ruszyć z miejsca.

Dlatego nie ucz się pisać idealnych pytań

Ucz się szczerze opisywać swój stan.

Co widzisz?

Co już rozumiesz?

W czym masz wątpliwości?

Co próbowałeś robić?

Co chcesz osiągnąć?

Dlaczego tego potrzebujesz?

Jeśli masz już jakieś przypuszczalne rozwiązanie, warto o nim wspomnieć:

Myślę, żeby zrobić to w ten sposób, ale nie jestem pewien, czy idę w dobrą stronę.

To daje rozmówcy możliwość nie tylko ulepszenia Twojego planu, ale też zaproponowania zupełnie innego.

Czasami najlepsza odpowiedź na pytanie:

Jak najszybciej nauczyć się X?

będzie brzmieć:

Być może w ogóle nie musisz uczyć się X.

I to może oszczędzić miesiące lub lata.

I nie ucz się zapamiętywać idealnych odpowiedzi

Z odpowiedziami działa ta sama zasada.

Nie zadawaj sobie pytania:

Czy potrafię to powtórzyć?

Lepiej zapytać:

Czy potrafię wytłumaczyć to samemu sobie?

Czy potrafię wyrazić to prościej?

Czy potrafię podać własny przykład?

Czy potrafię wykorzystać tę myśl w innej sytuacji?

Co w tym wszystkim jest dla mnie wciąż niejasne?

Jeśli nie potrafisz – kontynuuj rozmowę.

Nie trzeba iść dalej tylko dlatego, że skończył się tekst odpowiedzi.

Twoje niewłaściwe słowa mogą być właściwe dla Ciebie

Czasami człowiek czuje:

Rozumiem, ale tłumaczę to jakoś po amatorsku.

To nie musi być problem.

Niech na razie będzie po amatorsku.

Niech Twój wewnętrzny obraz nazywa się tak, jak chcesz.

Najważniejsze, żebyś potrafić z niego korzystać.

Z czasem natrafisz na dokładniejsze słowa. Gdzieś odkryjesz błąd. Gdzieś zastąpisz stary obraz nowym. Gdzieś zrozumiesz, że specjaliści dzielą na dwie rzeczy to, co Ty uważałeś za jedną. A gdzieś z kolei odkryjesz, że pod pięcioma skomplikowanymi nazwami kryje się jedna prosta idea.

Twój wewnętrzny język będzie się zmieniał wraz z Twoim zrozumieniem.

I tak to powinno wyglądać.

Po raz pierwszy zyskaliśmy rozmówcę, który potrafi dostosować się do naszego języka

Przez niemal całą historię człowiek musiał robić coś wręcz przeciwnego.

Żeby przeczytać książkę naukową, trzeba było opanować jej język.

Żeby pracować z komputerem – język komputera.

Żeby korzystać z programu – zrozumieć jego interfejs.

Żeby znaleźć informacje – nauczyć się poprawnie szukać.

Żeby porozmawiać ze specjalistą – chociaż w minimalnym stopniu przyswoić jego terminologię.

To było nieuniknione.

Książka nie mogła zapytać:

Czego dokładnie tutaj nie rozumiesz?

Pasek wyszukiwania nie potrafił prowadzić z Tobą długiej rozmowy, powoli ustalając, czego właściwie próbujesz się dowiedzieć.

Zwykły program komputerowy nie rozumiał frazy:

Nie wiem, jak to się nazywa, ale chcę, żeby wyglądało to mniej więcej tak.

Teraz taka możliwość się pojawiła.

Nie jest jeszcze idealna. AI popełnia błędy. Może Cię źle zrozumieć. Może z pełnym przekonaniem opowiedzieć bzdurę. Może zaproponować złe rozwiązanie.

Dlatego z nią również trzeba rozmawiać, spierać się, weryfikować i doprecyzowywać.

Ale sama możliwość jest nowa i niezwykle ważna:

nie musisz już najpierw uczyć się języka systemu, aby zacząć z nim rozmawiać.

Zacznij od siebie

Kiedy chcesz dowiedzieć się czegoś nowego, nie myśl najpierw:

Jak poprawnie nazywa się mój problem?

Zacznij od:

Co się ze mną dzieje?

Co widzę?

Czego nie rozumiem?

Co chcę osiągnąć?

Opowiedz o tym własnymi słowami.

Jeśli otrzymasz niezrozumiałą odpowiedź – nie próbuj natychmiast opanować jej języka.

Skieruj rozmowę z powrotem na swoje tory:

Nie zrozumialem. Powiedz prościej.

Wyjaśnij na moim przykładzie.

Zrozumiałem to tak. Czy to poprawnie?

Zbuduj swój obraz.

Pobaw się nim.

Spróbuj zastosować go w innej sytuacji.

Znajdź miejsce, w którym przestaje działać.

I dopiero potem powoli łącz go z ogromnym światem wiedzy, który lududzkość już zdążyła stworzyć.

Poznawaj nazwy.

Czytaj książki.

Studiuj definicje.

Opanowuj profesjonalny język, jeśli jest Ci rzeczywiście potrzebny.

Ale nie myl tego języka z samym zrozumieniem.

Słowa pomagają ludziom dzielić się myślami. Nie muszą być materiałem, z którego zbudowane są Twoje myśli.

Dlatego, gdy następnym razem natkniesz się na zupełnie nieznany temat, nie bój się tego, że nie znasz właściwych słów.

Zacznij od tych, które już masz.

Ucz się rozumieć świat po swojemu, a nie zapamiętywać cudze słowa.